Kiedy Krynki straciły trzy czwarte mieszkańców
W poniedziałek 2 listopada 2026 minęły 84 lata od dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się w Krynkach. To właśnie 2 listopada 1942 roku Niemcy rozpoczęli likwidację miejscowego getta. Był to element szerszej akcji „Reinhard”, w ramach której okupant deportował ludność żydowską do obozów zagłady.
Getta były jednym z etapów hitlerowskiego planu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Ze względu na logistykę transportu wielu ludzi nie trafiało bezpośrednio do obozów śmierci, lecz do obozów przejściowych, które w praktyce również były miejscami zagłady – panował tam głód, zimno, szerzyły się choroby, a strażnicy stosowali brutalną przemoc i dokonywali egzekucji.
Poranek, który odmienił miasteczko
Według relacji mieszkańców Krynek, rankiem 2 listopada 1942 roku wojsko niemieckie otoczyło teren getta oraz rynek. Uzbrojeni Niemcy weszli do środka, uniemożliwiając ucieczkę. Żydom nakazano opuścić getto, zabierając jedynie podręczny bagaż. Bramy otwarto, a ludność zaczęła wychodzić na ulicę Garbarską.
Na rynku czekały furmanki, które na rozkaz Niemców podjeżdżały kolejno do wychodzących. Wstrząsający był widok kobiet z małymi dziećmi, które w długiej kolumnie opuszczały getto i musiały zająć miejsca na wozach. Po drodze gubiły się dzieci, z rąk wypadały tobołki, których nikt już nie podnosił. Ulica Garbarska, z rozwiewanym przez wiatr pierzem z rozerwanych poduszek, usłana była plecakami, węzełkami i porzuconymi przedmiotami.
Wśród wrzasków eskorty, bicia i popychania, krzyków zrozpaczonych matek i płaczu dzieci, furmanki z żydowskimi mieszkańcami miasta odjeżdżały w kierunku ulicy Grodzieńskiej. Tą drogą deportowano ich do obozu przejściowego w Kiełbasinie pod Grodnem, skąd transportami kolejowymi trafiali do obozu zagłady w Treblince.
Nauczyciel, którego pamiętali wszyscy
Wielu mieszkańcom ulicy Grodzieńskiej utkwił w pamięci widok Majlecha Lichtszajna, siedzącego z tyłu jednej z furmanek ze spuszczonymi nogami i nisko opuszczoną głową. W Krynkach znali go wszyscy – był nauczycielem w Szkole Powszechnej, uczył zarówno dzieci żydowskie, jak i chrześcijańskie, angażował się w działalność organizacji dobroczynnych i blisko współpracował z rabinem Myszkowskim. Z tej podróży donikąd nikt nie wrócił.
Ostatnia grupa i nieliczni ocaleni
Po deportacji do Kiełbasina w Krynkach pozostało około 200 Żydów, głównie rzemieślników – robotników skórzanych, szewców, rymarzy, krawców i szwaczek. Ich zadaniem było przeszukanie i uprzątnięcie terenu getta oraz praca na rzecz okupanta. Umieszczono ich w dawnej fabryce Tarłowskiego przy ulicy Granicznej oraz w zabudowaniach garbarni Grosmana przy ulicy Gminnej (dziś Wojska Polskiego).
Tę grupę wywieziono pod koniec stycznia 1943 roku do obozu śmierci Auschwitz-Birkenau. Kilku osobom udało się uciec – wśród nich była Lola Wolf, córka właściciela garbarni przy ulicy Pohulanka, oraz rodzina aptekarzy Kusznirów, która doczekała nadejścia frontu i ucieczki Niemców z Krynek. Siedem osób ukrywających się w Wielkiej Synagodze w styczniu 1943 roku zostało schwytanych i rozstrzelanych na cmentarzu żydowskim. To trzecia znana zbiorowa mogiła z czasów okupacji niemieckiej na tym cmentarzu.
W ciągu jednego dnia Krynki opustoszały – zniknęło trzy czwarte mieszkańców. Dziś, po 84 latach, historia ta pozostaje ważnym świadectwem i przestrogą.

